RSS
wtorek, 15 listopada 2011
Hagman na ratunek

Generalny me­na­dżer Ducks Bob Murray chyba wresz­cie zo­rien­to­wał się, że w le­cie nie za­dbał do­sta­tecz­nie o głę­bie składu ekipy. W ze­spole, w któ­rym są gwiazdy ligi i przy­szły czło­nek „Hockey Hall of Fame” jest zbyt wielki dy­so­nans mię­dzy wspo­mi­na­nymi, a licz­nym gro­nem mło­dych za­wod­ni­ków, któ­rym choć ta­lentu nikt nie od­ma­wia ciężko jest utrzy­mać równą formę w każ­dym spo­tka­niu. Jeśli do tego do­damy jesz­cze pro­blemy ze strze­la­niem bra­mek i wy­gry­wa­niem spo­tkań lo­giczne wy­dają się zmiany. Zbliżamy się po­woli do ba­riery pierw­szych dwu­dzie­stu spo­tkań w no­wym se­zo­nie, do dra­stycz­nych ru­chów w po­staci trans­fe­rów jesz­cze nie do­szło, ale za­nie­dba­nia z lata GM ekipy z Orange County po­sta­no­wił po­kryć już te­raz się­ga­jąc po gra­czy nie­chcia­nych w in­nych ze­spo­łach, wy­sta­wio­nych na tzw. „li­stę odrzutków”.

I tak do Anaheim w ostat­nich dniach tra­fili środ­kowy Ben Maxwell z Winnipeg Jets i na­past­nik Niklas Hagman z Calgary Flames, obaj cze­kają jesz­cze na po­zwo­le­nie na pracę w USA, więc de­biut w no­wych bar­wach do­piero przed nimi. Kim są nowi człon­ko­wie Ducks i w czym mogą po­móc ekipie?

Maxwell to 23-letni za­wod­nik, który więk­szość swo­jej pro­fe­sjo­nal­nej ka­riery spę­dził w fi­lial­nej AHL, ro­ze­grał też 36 spo­tkań na po­zio­mie NHL (4 w tym se­zo­nie w bar­wach no­wych Jets). Ponoć jest to ho­ke­ista od­po­wie­dzialny w grze de­fen­syw­nej, po­tra­fiący być sku­tecz­nym w walce o wzno­wie­nia, z który to ele­men­tem Ducks mają duże pro­blemy. Winnipeg wy­sta­wia­jąc go na wa­ivers li­czyli, że uda im się prze­trans­por­to­wać, go do swo­jej afi­lia­cji w AHL, ale nic z tego nie wy­szło. Trudno oczy­wi­ście mó­wić o nim jako o wiel­kim wzmoc­nie­niu, skoro jed­nak Bob Murray ścią­gnął go do Orange County na­leży się spo­dzie­wać, że do­sta­nie on re­alną szansę w roli cen­tra trze­ciej for­ma­cji, je­śli się spraw­dzi – su­per, je­śli nie jego przy­goda z Anaheim nie po­trwa za­pewne zbyt długo.

Dużo bar­dziej uzna­nym za­wod­ni­kiem jest Niklas Hagman. 31-letni Fin z Espoo to we­te­ran dzie­wię­ciu se­zo­nów w naj­lep­szej li­dze świata i bar­dzo cie­kawa po­stać. Jego oj­ciec, Matti Hagman był pierw­szym ho­ke­istą fiń­skim, który wy­stę­po­wał na ta­flach NHL (se­zon 76/77), obaj są też pierw­szym fiń­skim du­etem syn — oj­ciec, który do­stą­pił za­szczytu gry w tych roz­gryw­kach. Poza wy­stę­pami w Florida Panthers, Dallas Stars, Toronto Maple Leafs i ostat­nio Calgary Flames Niklas wie­lo­krot­nie re­pre­zen­to­wał też barwy ze­społu na­ro­do­wego, w jego do­robku jest m.in. srebrny me­dal z IO w Turynie z 2006 i brąz z ostat­niego tur­nieju olim­pij­skiego w Vancouver, gdzie strze­lił cztery gole w sze­ściu me­czach. W eki­pie z Anaheim spo­tka kilka zna­jo­mych twa­rzy, przede wszyst­kim swo­ich ro­da­ków Saku Koivu, Teemu Selanne i Toni Lydmana, któ­rych zna z roz­gry­wek mię­dzy­na­ro­do­wych oraz go­al­ke­epera Jonasa Hillera, z któ­rym wy­stę­po­wał w szwaj­car­skim Davos w mi­strzow­skim se­zo­nie 2004/2005, gdy w NHL trwał lockout.

Hagman tra­fił do Ducks z tzw. re-entry wa­ivers, co ozna­cza, że czapkę płac ze­społu ob­ciąży je­dy­nie po­łowa war­to­ści jego 3 mln kon­traktu, który wy­gasa po obec­nym se­zo­nie. Wydaje się, że jest to ko­rzystna cena za do­świad­czo­nego ho­ke­istę (707 spo­tkań w roz­gryw­kach se­zonu za­sad­ni­czego), który trzy­krot­nie w ka­rie­rze prze­kra­czał ba­rierę 20 tra­fień w se­zo­nie (naj­wię­cej 27 w bar­wach Dallas w se­zo­nie 2007/2008). Ostatnio miał słab­szy okres w eki­pie Calgary Flames, ale tam nie za­wsze do­sta­wał od­po­wied­nią ilość czasu gry i chyba nie do końca pa­so­wał do kon­cep­cji dru­żyny. Pobyt w Anaheim to dla niego ostatni dzwo­nek, by udo­wod­nić swoją przy­dat­ność w roz­gryw­kach NHL, je­śli nie wpa­suje się w liczne fiń­skie to­wa­rzy­stwo w Orange County to spo­koj­nie może już wra­cać do Europy. Ten ze­spół po­trze­buje ko­goś do­świad­czo­nego, kto mógłby oży­wić mi­ze­rię strze­lecką, w ja­kiej obec­nie się znajdujemy.

Prawdopodobnie Fin za­cznie swoje wy­stępy w bar­wach Ducks od gry w trze­cim ataku u boku ko­goś z grupy: Ben Maxwell, Brandon McMillan, Devante Smith – Pelly. Jeśli jed­nak wpa­suje się do­brze w nowe oto­cze­nie nie wy­klu­czone, że pój­dzie w górę i za­gra ze swo­imi dwoma ro­da­kami w dru­gim ataku lub na­wet w to­po­wej for­ma­cji np. pod­czas me­czów wy­jaz­do­wych, kiedy to go­spo­darz ma przy­wi­lej ostat­niej zmiany i warto zrów­no­wa­żyć moc ude­rze­niową wszyst­kich trzech linii.

Nie wiem czy Niklas Hagman okaże się le­kiem na na­sze pro­blemy, tro­chę szkoda, że nie by­li­śmy bar­dziej ak­tywni la­tem, kiedy wy­bór po­ten­cjal­nych kan­dy­da­tów do dru­żyny był szer­szy. Teraz trzeba się za­do­wo­lić tymi, któ­rzy z róż­nych po­wo­dów nie są chciani w swoim do­tych­cza­so­wym miej­scu pracy. Doświadczony Fin za 1.5 mln, z kon­trak­tem wy­ga­sa­ją­cym po obec­nym se­zo­nie to jed­nak na pewno cie­kawa, warta spraw­dze­nia opcja. My je­ste­śmy zde­spe­ro­wani, on po­wi­nien być zde­spe­ro­wany, to się może udać…



15:50, miguel17
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 listopada 2011
Karjala Cup 2011 dla Rosji, Finowie drudzy

Nie udało się, mi­strzo­wie świata Finowie nie zdo­łali zwy­cię­żyć w roz­gry­wa­nym w Helsinkach pierw­szym te­go­rocz­nym tur­nieju z cy­klu EHT. Z do­rob­kiem 8 punk­tów zwy­cię­żyli do­wo­dzeni przez no­wego szko­le­niowca Zinetulę Bilyaletdinova Rosjanie, go­spo­da­rze z 4 „oczkami” za­jęli drugą pozycję.

Już pierw­szy, otwie­ra­jący tur­niej w sto­licy Finlandii po­je­dy­nek po­mię­dzy go­spo­da­rzami a Rosją miał mieć klu­czowe zna­cze­nie dla osta­tecz­nego układu ta­beli. W pierw­szej ter­cji „Sborną” na pro­wa­dze­nie wy­pro­wa­dził nie­za­wodny Alexander Radulov, który z 4 tra­fie­niami zo­stał naj­lep­szym strzel­cem im­prezy. Na sa­mym po­czątku trze­ciej ter­cji wy­rów­nał pięk­nym strza­łem spod nie­bie­skiej młody obrońca ekipy „Suomi” Sami Vatanen. Finowie mieli znacz­nie wię­cej oka­zji do gry w prze­wa­dze, ale nie po­tra­fili tego wy­ko­rzy­stać. Kluczowa mo­gła być gra 4 na 3 już w trak­cie do­grywki, ale Rosjanie do­trwali do koń­co­wej sy­reny i zwy­cięzcę spo­tka­nia miała wy­ło­nić se­ria rzu­tów kar­nych. W star­ciu mło­dych, wscho­dzą­cych gwiazd eu­ro­pej­skiego ho­keja tym ra­zem Evgeny Kuznetsov oka­zał się sku­tecz­niej­szym eg­ze­ku­to­rem niż bo­ha­ter ostat­nich MŚ Mikael Granlund, a po­nie­waż ko­lejne tra­fie­nie do­ło­żył jesz­cze Radulov Bilyaletdinov mógł za­pi­sać so­bie pierw­szą wy­graną pod­czas za­czę­tej nie­dawno pracy z reprezentacją.

W dru­gim spo­tka­niu Finowie byli już bar­dziej sku­teczni i bez więk­szych pro­ble­mów wy­punk­to­wali Czechów 4:0. Przy wszyst­kich bram­kach udział miała tak sku­teczna na ostat­nich MŚ for­ma­cja Mikael Granlund – Jarkko Immonen – Janne Pesonen. Ten ostatni za­li­czył gola i trzy asy­sty, Immonen miał 2G + 1A, a młody Granlund za­do­wo­lił się dwiema asy­stami. Do siatki Czechów tra­fił też de­fen­sor Atlanta Mytiszczi Janne Niskala. Wysoką formę z roz­gry­wek li­go­wych po­twier­dził bram­karz Niko Hovinen, który nie dał się po­ko­nać ani razu, po­wstrzy­mu­jąc m.in. bli­sko 40-letniego Petra Nedveda, który w ka­drze na­ro­do­wej na­szych po­łu­dnio­wych są­sia­dów za­grał po raz pierw­szy od Pucharu Świata w 1996 roku i w week­end de­biu­to­wał w cy­klu EHT bę­dąc także ka­pi­ta­nem ze­społu tre­nera Aloisa Hadamczika.

Przed ostat­nim spo­tka­niem, pre­sti­żową po­tyczką ze Szwedami Finowie wie­dzieli już, że nie zdo­łają wy­grać tur­nieju. Dzięki świet­nemu fi­ni­szowi w roz­gry­wa­nym wcze­śniej me­czu „Sborna”, choć długo prze­gry­wała 0:1 z Czechami po tra­fie­niach Kuznetsova i Radulova trium­fo­wała 2:1. Szwedzi, któ­rzy wcze­śniej prze­grali oba spo­tka­nia z wy­żej wy­mie­nio­nymi za­sko­czyli Finów i w dru­giej ter­cji pro­wa­dzili już na­wet 4:1. Świetna gra mło­dych Granlunda (2A) i Vatanena (1G + 1A) nie wy­star­czyła do do­go­nie­nia wy­niku i osta­tecz­nie ku roz­cza­ro­wa­niu miej­sco­wej pu­blicz­no­ści „Trzy Korony” zgar­nęły kom­plet trzech punk­tów, po­nie­kąd re­wan­żu­jąc się za wy­soko prze­grany fi­nał MŚ na Słowacji.

Drugie miej­sce za Rosją to nie jest zły wy­nik dla re­pre­zen­ta­cji Jukki Jalonena. Jednak tylko cztery zdo­byte punkty i pre­sti­żowa po­rażka ze Szwecją w ostat­nim dniu za­wo­dów mu­szą ob­ni­żyć tro­chę ogólną ocenę, bo prze­cież ape­tyty były ogromne. Coach Finów nie prze­pro­wa­dził zbyt wielu eks­pe­ry­men­tów, ale na pewno może być za­do­wo­lony z po­stawy kilku za­wod­ni­ków. Podobać mógł się m.in. po­tężny bram­karz „Pelikanów” z Lahti Niko Hovinen. Ten 23-latek pu­ścił na tur­nieju tylko jedną bramkę (poza me­czem z Czechami grał też pra­wie pół spo­tka­nia ze Szwecją), a prze­cież na do­brą sprawę w ka­drze de­biu­to­wał, bo choć był na ostat­nich MŚ to lodu na Słowacji nie po­wą­chał. Jeśli da­lej bę­dzie utrzy­my­wał wy­soką formę w li­dze to na pewno może być so­lidną opcją na ko­lejne me­cze ka­dry, na­wet w kon­tek­ście ma­jo­wych mi­strzostw świata 2012. Nie spo­sób nie wspo­mnieć też o dwójce mło­dziut­kich fiń­skich gra­czy, któ­rzy już są wy­róż­nia­ją­cym się po­sta­ciami re­pre­zen­ta­cji a w przy­szło­ści mogą na­wet stać się gwiaz­dami NHL. 19-letni Mikael Granlund po tym jak strze­lił Rosjanom bramkę w stylu lacrosse’a w pół­fi­nale MŚ w swo­jej oj­czyź­nie cie­szy się sta­tu­sem co naj­mniej ta­kim jak naj­więk­sze gwiazdy rocka. Na tur­nieju w Helsinkach jesz­cze raz po­twier­dził jak bar­dzo kre­atyw­nym jest ho­ke­istą, asy­stu­jąc przy pię­ciu bram­kach ko­le­gów. Szefowie Minnesota Wild na pewno za­cie­rają ręce, młody na­past­nik już te­raz prze­są­dza o wy­ni­kach ka­dry se­nio­rów, a prze­cież jego wiek po­zwala mu na wzię­cie udziału w naj­bliż­szych MŚ do lat 20. Rok star­szy Sami Vatanen (2G + 1A w Helsinkach) ma rów­nie świetne „pa­piery” na zo­sta­nie czo­ło­wym ofen­syw­nym obrońcą na świe­cie. Niesamowita jazda na łyż­wach, wi­zja gry oraz bar­dzo szybki, pre­cy­zyjny strzał z klepy (z ra­cji wy­soko za­dar­tej łopatki kija przy­po­mina bar­dzo le­gendę ka­dry „Suomi” Petteri Nummelina). Ta dwójka po­winna rzą­dzić tą ka­drą na lata i już pod­czas Igrzysk w Soczi być jej klu­czo­wymi po­sta­ciami. Na ko­niec warto jesz­cze wy­róż­nić Jarkko Immonena, który raz jesz­cze po­twier­dził swoje wy­so­kie umie­jęt­no­ści strze­lec­kie i po tym jak był naj­lep­szym strzel­cem Finów na MŚ zo­stał nim także na pierw­szym tur­nieju w te­go­rocz­nym cy­klu EHT (3 tra­fie­nia + 2 asysty).

 

Końcowa ta­bela tur­nieju Karjala Cup 2011 i ak­tu­alna sy­tu­acja w cy­klu EHT po pierw­szej ro­ze­gra­nej imprezie:

1. Rosja       3 2 1 0 0 8:3   8 pkt
2. Finlandia 3 1 0 1 1 8:6   4 pkt
3. Czechy    3 1 0 0 2 6:8   3 pkt
4. Szwecja   3 1 0 0 2 7:12 3 pkt

Najlepsza piątka tur­nieju: Konstantin Barulin (Rosja) — Sami Vatanen (Finlandia), Ilya Nikulin (Rosja) – Mikael Granlund (Finlandia), Jarkko Immonen (Finlandia), Alexander Radulov (Rosja).

Kolejny tur­niej z cy­klu EHT od­bę­dzie się w dniach 15 – 18 grud­nia w Moskwie.



14:28, miguel17
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 listopada 2011
Piętnastu mistrzów świata w składzie Finlandii na Karjala Cup 2011

Już ju­tro po­czą­tek ry­wa­li­za­cji czte­rech naj­moc­niej­szych eu­ro­pej­skich re­pre­zen­ta­cji ho­ke­jo­wych w no­wym se­zo­nie co­rocz­nego cy­klu EHT. Pierwsza od­słona tych pre­sti­żo­wych zma­gań od­bę­dzie się w sto­licy Finlandii pod szyl­dem „Karjala Cup”. Szczególnie zmo­ty­wo­wani po­winni być więc ak­tu­alni mi­strzo­wie świata, Finowie, któ­rzy ma­jąc jesz­cze w pa­mięci złoty bra­ty­sław­ski sen li­czą na kon­ty­nu­owa­nie zwy­cię­skiej passy przed wła­sną publicznością.

Chcemy być tak samo silni jak w po­przed­nich la­tach, opie­ra­jąc się rzecz ja­sna na suk­ce­sie z Bratysławy. To wspa­niałe osią­gnię­cie miało wpływ na cały ho­kej w Finlandii. W ostat­nich mie­sią­cach uczest­ni­czy­li­śmy w wielu spo­tka­niach z ki­bi­cami, ale te­raz czas na po­wrót do cięż­kiej pracy” mó­wił pod­czas kon­fe­ren­cji pra­so­wej, któ­rej ozdobą był Puchar za mi­strzo­stwo świata co­ach Jukka Jalonen.

Finowie chcą po­ka­zać się z jak naj­lep­szej strony, więc przy­naj­mniej w do­mo­wej od­sło­nie cy­klu EHT nie ma mowy o zbyt du­żej licz­bie eks­pe­ry­men­tów. Jalonen po­sta­wił w więk­szo­ści na spraw­dzo­nych gra­czy, wśród któ­rych prze­wa­żają oczy­wi­ście złoci me­da­li­ści z Bratysławy, któ­rych jest aż pięt­na­stu. „Chcemy się po­ka­zać się z jak naj­lep­szej strony, więc po­wo­ła­li­śmy tak wielu mi­strzów świata, jak tylko mo­gli­śmy” stwier­dził Jalonen, który przy­znał także, że w dal­szej czę­ści se­zonu re­pre­zen­ta­cyj­nego swoje szanse na pewno do­staną też nowi, młodsi za­wod­nicy. W skła­dzie na Karjala Cup nie ma oczy­wi­ście Mikko Koivu czy Tuomo Ruutu, któ­rzy wal­czą o punkty na ta­flach NHL, nie bra­kuje jed­nak uzna­nych i za­słu­żo­nych dla re­pre­zen­ta­cji kraju nazwisk.

Pod nie­obec­ność du­etu bro­nią­cego bramki fiń­skiej na Słowacji ko­lejną szansę w roli „je­dynki” do­sta­nie za­pewne Karri Ramo (Avangard Omsk), który pre­zen­tuje się wy­bor­nie w no­wym se­zo­nie KHL. Okazję do gry do­stać po­wi­nien także 23-letni Niko Hovinen, który na ostat­nich MŚ peł­nił rolę tego trze­ciego i osta­tecz­nie nie za­grał ani mi­nuty. W bie­żą­cej kam­pa­nii jest jed­nak w zna­ko­mi­tej dys­po­zy­cji i to w du­żej mie­rze dzięki niemu ro­dzi­mym roz­gryw­kom li­de­rują nie­spo­dzie­wa­nie „Pelikany” z Lahti.

W obro­nie prze­wa­żają sta­rzy zna­jomi, a więc do­świad­czeni, za­pra­wieni w bo­jach mi­strzo­wie świata z Bratysławy: Ossi Vaananen, Lasse Kukkonen, Janne Niskala, Topi Jaakola, Jyrki Valivaara i Pasi Puistola. Co bar­dzo cie­szy w tym do­świad­czo­nym to­wa­rzy­stwie zna­la­zło się po­nadto miej­sce dla bę­dą­cego ostat­nio w co­raz lep­szej dys­po­zy­cji ofen­syw­nie na­sta­wio­nego 20-letniego Samiego Vatanena z JYP, który w cy­klu EHT de­biu­to­wał już w se­zo­nie 2009/2010 i wy­stę­po­wał na se­nior­skich MŚ 2010. 23-letni Ville Lajunen z Blues to naj­mniej do­świad­czony obrońca w skła­dzie, ale i on ma już za sobą dwa me­cze w po­przed­niej edy­cji EHT. Póki co poza skła­dem po­zo­staje le­gen­darny 38-letni Petteri Nummelin, który nie­zmien­nie utrzy­muje wy­soką dys­po­zy­cję w li­dze szwaj­car­skiej, choć Jalonen nie wy­klu­cza w przy­szło­ści po­wo­ła­nia dla weterana.

W ataku wśród gwiazd KHL i ligi szwedz­kiej zna­la­zło się miej­sce dla we­te­rana 38-letniego Ville Peltonena ze sto­łecz­nego HIFK. Peltonen z po­wodu kon­tu­zji nie po­je­chał osta­tecz­nie na tur­niej na Słowacji, ale w to­wa­rzy­stwie ak­tu­al­nych mi­strzów świata nie musi czuć się gor­szy, jako że pa­mięta inny wielki triumf fiń­skiego ho­keja – złoto z MŚ 95. Tak jak w klu­bie u jego boku wy­stąpi na­sto­letni bo­ha­ter Finów Mikael Granlund, któ­rego w po­wszech­nej opi­nii uważa się za naj­lep­szego ho­ke­istę ro­dzi­mych roz­gry­wek. Do re­pre­zen­ta­cji wraca też inny pe­cho­wiec Petri Kontiola (Traktor Czelabińsk), który z po­wo­dów zdro­wot­nych także stra­cił ostatni świa­towy czem­pio­nat. Wśród licz­nej re­pre­zen­ta­cji z naj­moc­niej­szej w Europie ligi KHL zna­la­zło się też miej­sce dla 24-letniego Jonasa Enlunda, jed­nego z li­de­rów Sibiru Nowosybirsk. Jedynym ab­so­lut­nym de­biu­tan­tem na po­zio­mie re­pre­zen­ta­cyj­nym bę­dzie 27-letni środ­kowy KalPa Matti Kuparinen, który w li­dze utrzy­muje śred­nią po­nad punktu na mecz.

 

Kadra Finlandii na Karjala Cup 2011 (10 — 13 listopada):

Trener: Jukka Jalonen

Bramkarze: Karri Ramo (Avangrad Omsk), Niko Hovinen (Pelicans).

Obrońcy: Ossi Vaananen (Jokerit), Lasse Kukkonen (Metallurg Magnitogorsk), Janne Niskala (Atlant Mytiszczi), Topi Jaakola (Lulea), Jyrki Valivaara (Metallurg Nowokuźnieck), Pasi Puistola (Severstal Czerepowiec), Sami Vatanen (JYP), Ville Lajunen (Blues).

Napastnicy: Ville Peltonen, Janne Pesonen, Mikael Granlund, Petteri Wirtanen (wszy­scy HIFK), Leo Komarov (OHK Dyanmo Moskwa), Juhamatti Aaltonen (Metallurg Magnitogorsk), Jesse Joensuu (HV71), Mika Pyorala (Frolunda), Antti Pihlstrom (Salavat Yulayev Ufa), Petri Kontiola (Traktor Czelabińsk), Jonas Enlund (Sibir Nowosybirsk), Jarkko Immonen (Ak Bars Kazań), Matti Kuparinen (KalPa).



16:32, miguel17
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2011
Snajperskie popisy Etema w WHL

Hokeiści Anaheim Ducks na­dal nie po­tra­fią prze­ła­mać swo­ich sła­bo­ści w ofen­sy­wie. Po ko­lej­nych wy­jaz­do­wych po­raż­kach zaj­mują ak­tu­al­nie za­wsty­dza­jące ostat­nie miej­sce w li­dze, je­śli cho­dzi o śred­nią strze­lo­nych bra­mek na mecz (1.86 – jako je­dyni po­ni­żej 2) oraz w śred­niej strza­łów od­da­wa­nych na mecz (24.8 – jako je­dyni po­ni­żej 25). Poza Teemu Selanne, Ryanem Getzlafem, Bobbym Ryanem i Coreyem Perrym żaden gracz Anaheim nie ma na swoim kon­cie wię­cej niż jed­nej zdo­by­tej bramki. Takich pro­ble­mów w mło­dym jesz­cze se­zo­nie WHL na pewno nie ma Emerson Etem.

19-letni na­past­nik ro­dem z Long Beach w Kalifornii zo­stał wy­brany przez Ducks z nu­me­rem 29 w pierw­szej run­dzie dra­ftu NHL 2010. W maju 2011 roku pod­pi­sał kon­trakt wstępny z ekipą z Anaheim i la­tem wziął udział w swoim dru­gim obo­zie przy­go­to­waw­czym przed star­tem se­zonu NHL. Miejsca w skła­dzie so­bie nie wy­wal­czył i jako, że nie skoń­czył jesz­cze 20 lat mu­siał wró­cić na swój trzeci i za­pewne ostatni se­zon w ju­nior­skim ho­keju za­miast grać np. w fi­lial­nym ze­spole Ducks w AHL. Błyskotliwy snaj­per na pewno był odro­binę roz­cza­ro­wany, ale wy­gląda na to, że po­sta­wił so­bie za punkt ho­noru, by jego ko­lejny se­zon w Medicine Hat Tigers w WHL był za­pa­mię­tany na długo.

W 18 ro­ze­gra­nych jak do­tąd spo­tka­niach Emerson strze­lił 23 bramki i do­ło­żył jesz­cze 16 asyst. W tym cza­sie za­li­czył trzy hat-tricki, sie­dem­na­ście ko­lej­nych me­czów z ja­ką­kol­wiek zdo­by­czą punk­tową (w ciągu tej se­rii tylko w jed­nym me­czu nie wpi­sał się na li­stę strzel­ców, za to miał wtedy 4 asy­sty) i tylko je­den je­dyny mecz bez choćby jed­nego gola czy asy­sty. To „fe­ralne” spo­tka­nie przy­szło do­piero 6 li­sto­pada w star­ciu z Regina Pats. Całkiem nie­źle, prawda? Po ta­kich wy­stę­pach nie dziwi fakt, iż Etem zo­stał wy­brany gra­czem mie­siąca paź­dzier­nika w swo­jej Western Hockey League.

Emerson swój wielki ta­lent ofen­sywny po­ka­zał już w swoim pierw­szym se­zo­nie w WHL, kiedy to jako 17-latek strze­lił 37 goli i za­no­to­wał 28 asyst w 72 spo­tka­niach „Tygrysów”. Już po draf­cie przy­szedł ko­lejny wspa­niały se­zon z 45 bram­kami i 35 asy­stami w 65 grach i jak na ra­zie za­nosi się, że nowa kam­pa­nia przy­nie­sie ko­lejną po­prawę, na­wet je­śli w któ­rymś mo­men­cie chło­pak zwolni i nie bę­dzie do­star­czał śred­nio po­nad dwóch punk­tów na mecz. W każ­dym ra­zie w tym mo­men­cie nie ma dru­giego ta­kiego strzelca w trzech naj­moc­niej­szych ju­nior­skich li­gach w Kanadzie. W WHL po­nad bramkę na mecz ma tylko fi­li­gra­nowy ró­wie­śnik Etema Brendan Gallagher z Vancouver Giants (16 goli w 15 me­czach). Warto też wy­róż­nić Huntera Shinkaruka, ko­lega Emersona z jed­nej for­ma­cji ma 18 goli w 19 me­czach (drugi wy­nik w ca­łej li­dze za Etemem). Shinkaruk roz­grywa już drugi se­zon w bar­wach „Tygrysów” a prze­cież w paź­dzier­niku skoń­czył do­piero 17 lat, co ozna­cza, że w draf­cie NHL bę­dzie można go wy­brać do­piero w 2013 roku. Punktowo w WHL bli­sko pro­spekta Ducks są tylko Mark Stone (23 A i 37 pkt) i Kevin Sundher (23 A i 36 pkt).

Oczywiście ciężko wpi­sy­wać naj­śwież­sze wy­czyny Etema w kon­tekst hi­sto­ryczny. W la­tach 80, kiedy Wayne Gretzky za­pi­sy­wał na swoim kon­cie po 200 pkt w se­zo­nie NHL w li­gach ju­nior­skich osią­gano ta­kie wy­niki, o któ­rych obecni za­wod­nicy mogą tylko po­ma­rzyć. Mario Lemieux w swoim fi­na­ło­wym se­zo­nie QMJHL miał 133 gole i 282 punkty (!). Tamte czasy na szczę­ście już dawno za nami, mo­żemy za to spo­koj­nie ze­sta­wić so­bie wy­czyny Etema w po­rów­na­niu z ostat­nimi se­zo­nami ju­nior­skimi. Jeśli Emerson bę­dzie zdrowy i jego ekipa na­dal bę­dzie grała ładny, ofen­sywny ho­kej to wy­daje się re­alne, że po raz pierw­szy od 11 se­zo­nów WHL bę­dzie miała strzelca 60 goli w se­zo­nie. Raczej nie­moż­liwe (z przy­czyn o któ­rych mowa po­ni­żej) bę­dzie do­bi­cie do ba­riery 70 tra­fień, jako ostatni w któ­rejś z trzech naj­moc­niej­szych li­gach ju­nior­skich w Kanadzie osią­gnął ją John Tavares – 72 gole w se­zo­nie 2006/207 w bar­wach Oshawa Generals. Powtórzenie ta­kich wy­czy­nów może oka­zać się trudne także z przy­czyn for­mal­nych, pro­spekt Ducks jest pew­nia­kiem do gry na MŚ do lat 20 w eki­pie USA, co ozna­cza, że opu­ści mniej wię­cej od 8  do 12  me­czów li­go­wych. Etem na pewno li­czy się za to w wy­ścigu o 50 bra­mek w mniej niż 60 spo­tka­niach. Dwa se­zony temu do osią­gnię­cia tej gra­nicy 57 spo­tkań po­trze­bo­wał Jordan Eberle, jedna z gwiazd ówcze­snej re­pre­zen­ta­cji U-20 Kanady, bro­niący wtedy barw Regina Pats w WHL. Za swoje im­po­nu­jące wy­stępy otrzy­mał on ty­tuł za­wod­nika roku w Canadian Hockey League, sku­pia­ją­cej trzy naj­moc­niej­sze ju­nior­skie roz­grywki w Kanadzie.

Nie wiem czy Emerson Etem bę­dzie w przy­szło­ści gwiazdą NHL, choć oczy­wi­ście żywię taką na­dzieję. Snajperskiego ta­lentu nie spo­sób mu od­mó­wić, nim jed­nak spró­buje on za­ist­nieć w bar­wach Anaheim Ducks cze­kają go jesz­cze wspo­mniane już, dru­gie w ka­rie­rze mi­strzo­stwa świata do lat 20, na któ­rych bę­dzie jed­nym z li­de­rów ka­dry ame­ry­kań­skiej. Przyda się też tro­chę po­kory i cią­głej pracy nad sobą, bo­wiem on u schyłku swo­jej ka­riery ju­nior­skiej ewi­dent­nie prze­ra­sta po­zio­mem więk­szość gra­ją­cych tu za­wod­ni­ków i może tro­chę szkoda, że nie jest upraw­niony do gry w AHL. Robić trzeba jed­nak swoje i na pewno ki­bice Ducks ocze­kują od swo­jego czo­ło­wego pro­spekta ko­lej­nych tra­fień i punk­tów dla „Tygrysów”.

 

21:25, miguel17
Link Dodaj komentarz »
Kolejny fiński mistrz świata w khl

Powiększy się fiń­ska ko­lo­nia w naj­moc­niej­szych roz­gryw­kach ho­ke­jo­wych na Starym Kontynencie. Nowym za­wod­ni­kiem Salavatu Yulayev Ufa ma zo­stać 27-letni na­past­nik Antti Pihlstrom, czło­nek zło­tej dru­żyny z ostat­nich mi­strzostw świata na Słowacji. Wśród 29 ho­ke­istów z Finlandii, jacy obec­nie re­pre­zen­tują barwy klu­bów KHL (trze­cia naj­licz­niej re­pre­zen­to­wana na­cja po Rosjanach i Czechach) aż 12 może po­chwa­lić się zło­tymi me­da­lami z ostat­niego świa­to­wego czempionatu.

Pihlstrom to bar­dzo szybki, prze­bo­jowy skrzy­dłowy, który po dwóch se­zo­nach spę­dzo­nych w or­ga­ni­za­cji Nashville Predators grał krótko w szwedz­kim Farjestad, po czym jesz­cze w se­zo­nie 2009/2010 prze­niósł się do fiń­skiego JYP Jyvaskyla, gdzie był klu­czową po­sta­cią li­nii ofen­syw­nych. Poza zło­tym me­da­lem za MŚ 2011 (zdo­był m.in. bramkę w pa­mięt­nym wy­soko wy­gra­nym me­czu fi­na­ło­wym ze Szwecją) re­pre­zen­to­wał swój kraj przy kilku in­nych oka­zjach, m.in. na MŚ 2008, gdzie „Suomi” zdo­byli brą­zowe me­dale. Będzie to dla niego pierw­sza przy­goda z klu­bo­wym ho­ke­jem w Rosji.

Fakt, że chcący grać o wy­so­kie cele w SM-liidze JYP od­daje swo­jego czo­ło­wego na­past­nika, ma­ją­cego do tego ważny kon­trakt może dzi­wić, ale jak wy­ja­śniły wła­dze klubu prze­kro­czony zo­stał bu­dżet prze­zna­czony na pen­sje dla za­wod­ni­ków i trans­fer mi­strza świata ma po­móc w od­zy­ska­niu po­żą­da­nej płyn­no­ści fi­nan­so­wej. Zawodnik ma spę­dzić w Ufie  obecny oraz przy­szły sezon.

Salavat, obrońca Pucharu Gagarina nie roz­po­czął za do­brze bie­żą­cej kam­pa­nii i ko­rzy­sta­jąc z pierw­szej prze­rwy w roz­gryw­kach prze­zna­czo­nej na me­cze mię­dzy­pań­stwowe szy­kuje spore zmiany w eki­pie. Team z Baszkirii po 23 ro­ze­gra­nych spo­tka­niach jest w tej chwili do­piero na siód­mej po­zy­cji w Konferencji Wschodniej. Roszady per­so­nalne do­ty­czą jak na ra­zie głów­nie gra­czy za­gra­nicz­nych. Jeszcze w paź­dzier­niku z klu­bem z Baszkirii roz­stali się Czech Jakub Klepis i Szwed Robert Nilsson, jedno z wol­nych miejsc dla ob­co­kra­jow­ców za­jął już cze­ski de­fen­sor Jakub Nakladal, dru­gie przy­paść ma Pihlstromowi. Za słabe wy­niki swoją po­sadą za­pła­cił też do­świad­czony tre­ner Sergei Mikhalev zwol­niony 3 li­sto­pada, tym sa­mym nie udał mu się po­wrót do klubu, w któ­rym pra­co­wał po raz pierw­szy już w koń­cówce lat 80 i z któ­rym świę­to­wał mi­strzo­stwo kraju w kam­pa­nii 2007/2008.

Rozgrywki w KHL zo­staną wzno­wione 15 li­sto­pada, wcze­śniej (10 – 13 li­sto­pada) pierw­sza od­słona te­go­rocz­nych zma­gań w EHT, czyli Karjala Cup w Helsinkach. Antti Pihlstrom zna­lazł się na li­ście po­wo­ła­nych przez tre­nera Jalonena gra­czy, także nim uda się do da­le­kiej Baszkirii czeka go na pewno elek­try­zu­jący wy­stęp przed wła­sną pu­blicz­no­ścią w me­czach prze­ciwko Szwecji, Rosji i Czechom.

15:05, miguel17
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 listopada 2011
"Wielka ósemka" jest tylko jedna

Ostatniej nocy Anaheim Ducks prze­grali na wy­jeź­dzie 4:5 po do­grywce z Washington Capitals. W tym me­czu pod­opieczni Randy’ego Carlyle’a mieli lep­sze i gor­sze mo­menty i choć pro­wa­dzili już 3:0 i 4:2 nie można po­wie­dzieć żeby punk­cik w hali naj­lep­szej jak na ra­zie ekipy w li­dze był złym wynikiem.

Samo spo­tka­nie po­ka­zy­wane przez ogól­no­kra­jową te­le­wi­zję re­kla­mo­wane było jako star­cie dwóch wiel­kich gwiazd. Corey Perry to ak­tu­alny MVP ligi, je­dyny strze­lec 50 goli w ostat­nim se­zo­nie i być może naj­lep­szy pra­wo­skrzy­dłowy w li­dze. Alexander Ovechkin na­grodę Hart Memorial Trophy zdo­by­wał z ko­lei w la­tach 2007 – 2009 i śmiało można go okre­ślić mia­nem naj­lep­szego le­wo­skrzy­dło­wego ligi. Obaj pa­no­wie nie za­wie­dli, za­punk­to­wali dla swo­jej dru­żyny, ale naj­lep­szym za­wod­ni­kiem spo­tka­nia był ktoś inny, wspa­niały Teemu Selanne, naj­star­szy ho­ke­ista na lodzie.

Teemu miał udział przy wszyst­kich bram­kach zdo­by­tych przez „Kaczki”. Dwa gole i dwie asy­sty spra­wiają, że po 12 grach no­wej kam­pa­nii ma on w do­robku 14 „oczek” (5G + 9A) i pla­suje się w ści­słej li­go­wej czo­łówce naj­le­piej punk­tu­ją­cych. Fin w lipcu skoń­czył 41-lat, ale po raz ko­lejny udo­wad­nia, że to tylko liczba, która nie ma żad­nego zna­cze­nia gdy ma się pa­sję do tego co się robi. Może i to ba­nał, ale kiedy znaj­du­jesz się w ta­kim mo­men­cie ka­riery co Teemu ja­koś tak się dziw­nie składa, że każda ko­lejna bramka i asy­sta ozna­cza ko­lejny awans na któ­rejś z list wszech­cza­sów.  Najlepszy strze­lec w hi­sto­rii or­ga­ni­za­cji z Anaheim do­dał wczo­raj dwa ko­lejne tra­fie­nia i z do­rob­kiem 642 goli prze­sko­czył Dave’a Andreychuka, obec­nie sa­mo­dziel­nie dzier­żąc trzy­na­stą po­zy­cję na li­ście wszech­cza­sów. Dwie asy­sty i re­kor­dowe w tym se­zo­nie cztery punkty w me­czu po­zwo­liły z ko­lei na prze­sko­cze­nie Guy Lafleur’a w ta­beli punk­tu­ją­cych, Teemu ma te­raz do­kład­nie 1354 punkty. „Ciężko to wy­tłu­ma­czyć” mówi nowy part­ner Fina z jed­nej for­ma­cji Andrew Cogliano. „To co on robi jest im­po­nu­jące, wła­śnie dla­tego jest przy­szłym człon­kiem Galerii Sław. Strzelił już tak wiele bra­mek, że wy­daje się, iż krą­żek w za­sa­dzie sam szuka go na lo­dzie. Nikt nie ro­zu­mie tej gry tak do­brze jak on”.

No i tak się jesz­cze składa, że Selanne od lat ko­ja­rzony jest z nu­me­rem „8” na ko­szulce, tak jak Alex Ovechkin. Nie zro­zum­cie mnie źle nie za­mie­rzam prze­ko­ny­wać was, że Teemu jest lep­szy od pięt­na­ście lat młod­szego Rosjanina. „The Great 8” Ovechkin to w za­sa­dzie już glo­balna marka, a na lo­dzie praw­dziwy dy­na­mit, który w każ­dej se­kun­dzie może eks­plo­do­wać. Nic więc dziw­nego, że za­wsze znajdą się tłumy chęt­nych, by po­dzi­wiać jego po­czy­na­nia na ta­flach NHL. To wszystko prawda, ale dla mnie przy­naj­mniej do­póki Ovechkin nie zdo­bę­dzie swo­jego pierw­szego Pucharu Stanleya i nie po­bije strze­lec­kich osią­gnięć Teemu, do­póty bę­dzie funk­cjo­no­wał w erze i cie­niu in­nej „więk­szej ósemki”. Zdanie mocno su­biek­tywne, ale do li­cha mam do niego prawo i ta­kie wie­czory jak ten wczo­raj­szy jesz­cze bar­dziej utwier­dzają mnie w tym przekonaniu.…

 

14:09, miguel17
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 października 2011
Jak uwolnić potencjał ofensywny Ducks?

NHL to taka liga, która z na­tury swej rze­czy błę­dów i chwil sła­bo­ści ra­czej nie wy­ba­cza. Koło for­tuny kręci się bar­dzo szybko i je­den prze­grany mecz może wpę­dzić ze­spół w dłuż­sze kło­poty. Ostatnimi czasy prze­ko­nali się o tym ho­ke­iści Anaheim Ducks, któ­rzy z dwu­na­stu moż­li­wych do zdo­by­cia w sze­ściu grach punk­tów na swoim kon­cie za­pi­sali le­d­wie trzy. Co gor­sza poza prze­graną po rzu­tach kar­nych w Chciago gra ze­społu wy­gląda na­prawdę słabo. Po do­brym star­cie se­zonu nie ma już śladu, a wczo­raj­sze 1:3 w Columbus spra­wia, że pod­opieczni Randy’ego Carlyle’a nie mają już na­wet do­dat­niego bi­lansu zwy­cięstw i porażek.

Oczywiście za wcze­śnie jesz­cze na ogła­sza­nie wiel­kiego kry­zysu, je­ste­śmy do­piero po pierw­szym mie­siącu wciąż jesz­cze bar­dzo mło­dego se­zonu 11/12 i także bar­dziej uznane od Anaheim ekipy mają spore pro­blemy. Po dnie Konferencji Wschodniej tu­łają się obrońcy Pucharu Stanleya z Bostonu, a se­ryj­nie prze­gry­wają swoje me­cze za­wsze sta­wiani w roli jed­nego z fa­wo­ry­tów Konf. Zachodniej Detroit Red Wings. Jeśli jed­nak coś na­prawdę może nie­po­koić ki­bi­ców „Kaczek” to zde­cy­do­wa­nie sku­tecz­ność w ofen­sy­wie i nie­jako zwią­zana z tym umie­jęt­ność wy­ko­rzy­sty­wa­nia okre­sów gry w li­czeb­nej przewadze.

W mo­men­cie kiedy pi­szę ten tekst Ducks le­gi­ty­mują się śred­nią za­le­d­wie 1.91 gola na mecz. Jest to przed­ostat­nia po­zy­cja w trzy­dzie­sto­ze­spo­ło­wej li­dze, mi­ni­mal­nie gorsi (1.90) są tylko Minnesota Wild, któ­rzy ro­ze­grali jed­nak jedno spo­tka­nie mniej. Te dwie ekipy jako je­dyne nie do­biły do śred­niej dwóch bra­mek na mecz. Na pewno nie­po­koi też sku­tecz­ność prze­wag. Nieco po­nad trzy­na­ście pro­cent daje le­d­wie dwu­dzie­stą pierw­szą po­zy­cję w li­dze, ow­szem są ze­społy, które w tym ele­men­cie gry mę­czą się jesz­cze bar­dziej, ale te­amowi z ta­kim po­ten­cja­łem z przodu w ta­kim to­wa­rzy­stwie po­ka­zy­wać się naj­zwy­czaj­niej w świe­cie nie wy­pada. Trzeci naj­sku­tecz­niej­szy „Power Play” w li­dze z ostat­niego se­zonu był wiel­kim atu­tem tej ekipy w jakże uda­nej po­goni za­koń­czo­nej miej­scem w czo­ło­wej czwórce Konferencji Zachodniej. Bez wy­ko­rzy­sty­wa­nia wy­klu­czeń ry­wali nie bę­dzie szans by choćby zbli­żyć się do tam­tego wy­czynu. Warto jesz­cze do­dać, że Anaheim są dwu­dzie­stą siódmą dru­żyną w li­dze je­śli cho­dzi o śred­nią od­da­wa­nych strza­łów na mecz (25.6) i ostat­nią je­śli cho­dzi o sku­tecz­ność wy­gry­wa­nych wzno­wień (44.9%). Ta ostat­nia liczba jest do­prawdy za­trwa­ża­jąca zwa­żyw­szy na fakt, że Ducks jako je­dyni w NHL nie mają na­wet 45%, a ko­lejni naj­słabsi mają 46.4%.

Jako wierny ki­bic tej dru­żyny zwłasz­cza dwie pierw­sze war­to­ści sta­ty­styczne na­prawdę mnie prze­ra­żają. Drużyna, która ma w skła­dzie je­dy­nego zdo­bywcę 50 bra­mek w ostat­nim se­zo­nie i MVP ligi, zdo­bywcę 80 punk­tów, ko­lej­nego strzelca co naj­mniej 30 bra­mek i do tego naj­le­piej punk­tu­ją­cego obrońcę ostat­niego se­zonu ma ol­brzy­mie pro­blemy żeby otwo­rzyć wo­rek z go­lami i punk­tami w zu­peł­nie no­wej wy­czer­pu­ją­cej kam­pa­nii. Ledwie 21 goli w 11 spo­tka­niach. Tylko dwa razy udało się strze­lić cztery gole w jed­nej po­tyczce, do tego dwa razy ho­ke­iści Ducks koń­czyli mecz z trzema go­lami na kon­cie. Z ko­lei aż pięć razy był tylko je­den gol, a 29 paź­dzier­nika w Nashville przy­szła jesz­cze pierw­sza smutna po­rażka do zera.

Jak to wy­gląda je­śli cho­dzi o osią­gnię­cia in­dy­wi­du­alne? Corey Perry ma 4 gole i 7 punk­tów, Ryan Getzlaf 4 gole i 7 punk­tów, Bobby Ryan 4 gole i 5 punk­tów, a Teemu Selanne 3 gole i 10 punk­tów. Cztery naj­cięż­sze ar­maty w ar­se­nale tre­nera Carlyle’a grają swoje. Oczywiście z pew­no­ścia mo­gliby punk­to­wać le­piej, ale jak na mi­zerną grę ofen­sywną ca­łej ekipy i tak zdo­byli 15 z tych 21 bra­mek. Mimo wszystko więk­szym pro­ble­mem jest sku­tecz­ność ko­lej­nych na­past­ni­ków. Center dru­giej li­nii Saku Koivu nie ma jesz­cze w do­robku ani jed­nej bramki, po­dob­nie jak kon­tu­zjo­wany aż do stycz­nia Jason Blake. Spośród na­past­ni­ków po jed­nej bramce ustrze­lili jesz­cze tylko środ­kowi Andrew Cogliano i pierw­szo­rocz­niak Maxime Macenauer. Tak zwany „se­con­dary sco­ring” to także do­ro­bek obroń­ców ekipy. Po jed­nym tra­fie­niu za­pi­sali na swoim kon­cie Francois Beauchemin, Kurtis Foster, Nate Guenin i Lubomir Visnovsky. Ten ostatni ma na ra­zie pro­blemy z re­gu­lar­nym do­star­cza­niem punk­tów, ale jego wy­niki w du­żej mie­rze za­leżą od sku­tecz­no­ści gry w prze­wa­dze, któ­rej jest głów­nym re­ży­se­rem na li­nii nie­bie­skiej. Trzeba też po­wie­dzieć, że bez bramki w no­wym se­zo­nie wciąż po­zo­staje młody Cam Fowler, który gra bar­dzo dużo, jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej sta­bilny, ale w jego grze nie ma jak na ra­zie żad­nych fa­jer­werk, w po­staci zwy­cię­skich tra­fień, spek­ta­ku­lar­nych ak­cji z przodu, któ­rymi tak za­chwy­cał w po­przed­nim sezonie.

Jak wy­do­być się z tego może jesz­cze nie­zbyt głę­bo­kiego, ale jed­nak kry­zysu? Sytuacji nie uła­twia na pewno ostatni roz­kład jazdy. Po dwóch po­raż­kach we wła­snej hali z ry­wa­lami z dy­wi­zji ze­spół udał się na jedną z naj­dłuż­szych w hi­sto­rii or­ga­ni­za­cji sied­mio­me­czową se­rię me­czów wy­jaz­do­wych. Po prze­gra­nych w Nashville i Columbus trzeba bę­dzie jesz­cze od­wie­dzić Waszyngton, Nowy Jork i Detroit. Zespół ewi­dent­nie po­trze­buje jed­nej gry na prze­ła­ma­nie, gry która uwolni wresz­cie ten spę­tany po­ten­cjał ofen­sywny, w który prze­cież trudno wąt­pić. Być może trzeba sku­pić się na prost­szych rze­czach i mniej kom­bi­no­wać. Mile wi­dziane by­łyby częst­sze strzały na bramkę, za­miast dłu­giego wo­że­nia się z krąż­kiem w ter­cji ataku w po­szu­ki­wa­niu tej opty­mal­nej po­zy­cji, jak rów­nież moc­niej­sze pój­ście na bramkę w celu po­szu­ki­wa­nia do­bi­tek. Dobre za­sła­nia­nie bram­ka­rza to ko­lejne pod­stawy z ho­ke­jo­wego abe­ca­dła, o które nie za­wsze uda­wało się zadbać.

Zasadne jest też za­sta­no­wie­nie się nad ze­sta­wie­niem per­so­nal­nym. Oczywiście trudno mó­wić o wi­nie jed­nego czy dwóch gra­czy. „Potrzebujemy każ­dego, dru­żyna jest tak do­bra jak jej naj­słab­sze ogniwo. Nie można pa­trzeć i cze­kać na to, że ktoś inny zrobi coś za cie­bie i nie ma zna­cze­nia czy je­steś młody czy stary, czy grasz dwie mi­nuty czy dwa­dzie­ścia pięć. Bywają wie­czory, że w tej li­dze jest na­prawdę cieżko i trzeba być na to go­to­wym” mó­wił po po­rażce z Blue Jackets naj­bar­dziej do­świad­czony w eki­pie Teemu Selanne. Jakaś ro­ta­cja może być jed­nak nie­zbędna w celu po­bu­dze­nia ekipy, mó­wię po­bu­dze­nia, bo Bob Murray nie na­leży ra­czej do ma­na­ge­rów, któ­rzy dzia­łali by szybko i pod wpły­wem emo­cji., tak więc je­śli będą ja­kieś ru­chy to ra­czej wy­łącz­nie w ob­rę­bie na­szej afi­lia­cji w AHL. Wciąż za­sadne wy­daje się być py­ta­nie o ostat­niego za­wod­nika do top six, tego który ma za­ła­tać na dłu­żej lukę po kon­tu­zjo­wa­nym Jasonie Blake’u. Nieskuteczny w Columbus Matt Beleskey nie jest ra­czej wy­star­cza­ją­cym uzu­peł­nie­niem pierw­szej li­nii, oso­bi­ście chciał­bym zo­ba­czyć złą­czoną po­now­nie do­bo­rową for­ma­cję RPG, co miało już miej­sce w trze­ciej ter­cji w Columbus i Andrew Cogliano na skrzy­dle dru­giego ataku Pozyskany la­tem z Edmonton na­past­nik wy­pada bar­dzo blado w kole wzno­wień i na­prawdę nie bę­dziemy stratni prze­su­wa­jąc go na skrzy­dło. Jeśli cho­dzi o moż­li­wość do­wo­ła­nia ko­goś z za­ple­cza to naj­cie­kaw­szymi roz­wią­za­niami mo­głoby być spraw­dze­nie uta­len­to­wa­nego środ­ko­wego Petera Hollanda lub też ra­so­wego snaj­pera Kyle’a Palmieriego, który po świet­nym strze­lec­kim po­czątku w bar­wach Syracuse Crunch zma­gał się ostat­nio z ja­ki­miś drob­niej­szymi ura­zami dol­nych par­tii ciała.

Nie ma co roz­ry­wać szat, w ostat­nim se­zo­nie też długo by­li­śmy pod kre­ską, by po­tem w wiel­kim stylu we­drzeć się do play-off. Czasu jest jesz­cze bar­dzo dużo i na­leży wie­rzyć, że przede wszyst­kim sami gra­cze i sztab szko­le­niowy znajdą spo­sób by wyjść z dołka wła­snymi si­łami i za­so­bami. Naprawdę wie­rzę, że wy­star­czy je­den mecz, by otwo­rzyć to ma­giczne pu­dełko z go­lami. Waszyngton czy Nowy Jork to na­prawdę fajne miej­sca by tak się wresz­cie stało…



15:32, miguel17
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96